• Wpisów:34
  • Średnio co: 59 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 12:51
  • Licznik odwiedzin:29 264 / 2075 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
suck-my-dick
 
slubwsierpniu
 

*Wieszaczki dla Ciebie* :

  • awatar Gość: Thank you very much for that magnificent article
  • awatar Gość: Thank you for this valuable post. It changed my mindThank you for this valuable post. It changed my attitude
  • awatar Gość: I now, this is a great article.A successful blog needs unique, useful content that interests the readers
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
Drogie Panie!

Planując uprawiać sport, czy to w klubie czy w plenerze, zastanawiamy się jak będziemy wyglądać. Kupujemy spodenki, ciemne, bo wyszczuplają. Koszulkę, która nie obciska wałeczków na brzuchu. Najlepiej, żeby jeszcze się łączyły kolorystycznie. W końcu trzeba wyglądać!

Przychodzi dzień pierwszego wyjścia. Zakładamy piękną bieliznę, bo przecież będziemy w szatni z innymi kobietami, depilujemy się, malujemy paznokcie u stóp. Wszystko ma być idealne.

*Niestety mało która z nas pomyśli o dobrym przygotowaniu naszego biustu!* A potem na starość, zamiast jędrnych zderzaków, mamy uszy pasa Pluto! Można tego uniknąć. Oczywiście nie mówię, że odpowiednia bielizna sportowa utrzyma nam biust jak u 16-nastolatki mimo trzech ciąż i karmienia każdego dziecka po trzy lata. Jednak jest ona skonstruowana po to, aby *nie przyspieszać* wszelkich procesów wiotczenia skóry związanych ze starością i naszym trybem życia.

Pewnie sądzicie, że jak chodzicie tylko na aerobik to jest Wam nie potrzebne - jest! Oto dowód: Przeprowadzono symulację na piersiach bez stanika, ze stanikiem oraz ze stanikiem sportowym, same zobaczcie, tak robią wasze piersi, kiedy Wy spalacie zbędny tłuszczyk:

*Badania wykazały, że tradycyjny biustonosz redukuje ruch piersi o 38%, a biustonosz sportowy aż o 74%.*

*A co z cudownymi koszulkami sportowymi z wbudowanym stanikiem, za które płaci się grube pieniądze w Nike?*
Przykro mi, jeżeli jest coś robione według szablonowych rozmiarów, typu 36, 38, 40, to istnieją bardzo nikłe szanse, abyście trafiły na coś co utrzyma Wasz biust w ryzach. Poza tym, gumki wszywane w te pseudo-staniczki w koszulkach są raczej średniej jakości i się rozciągają. Efekt: dużo zapłacone, efekt żaden!

*Rozwiązanie Zamiast kupować piękną koszulkę Nike z nowej kolekcji z wbudowanym staniczkiem, co ma powodować o 1% większe zużycie energii (na poprawianie za luźnej gumy pod biustem), lepiej kupić stanik sportowy i zwykły bawełniany podkoszulek. Cena będzie mniejsza, a piersi nie będą robić pajacyków razem z Wami.

Jeszcze jedna rada. Stanik sportowy to nie jest normalna bielizna, trzeba duuużo przymierzać aby znaleźć taki, który będzie idealny i *warto* to robić! To w końcu Wasz Biust!


.
 

 
Jakieś dwa tygodnie temu, rodzice Adama wpadli na "niesamowicie interesujący" pomysł. W ramach karnawału możemy iść wspólnie na Bal Gdański!

Taaak, dobrze rozumiecie, Tripple Date z moimi rodzicami i moimi przyszłymi teściami. Na szczęście lubimy swoje towarzystwo, więc nie zapowiadało się źle. Dowiedziałam się, że bal ma być poprzedzony przez koncert w Filharmonii Bałtyckiej, którą osobiście uwielbiam, więc szkoda byłoby przegapić takie coś.

Jednym słowem poszliśmy. Koncert, tak jak przewidywałam, był genialny. Co więcej, sprawił, że mój Narzeczony zaczął się przekonywać do opery! Po tylu latach nieusilnych prób!

Nadszedł czas balu.... Średnia wieku, około 63 - jednym słowem towarzystwo wyborowe. Muzyka grała tak głośno, że siedząc krzesło w krzesło z moją Mamą, musiałam do niej krzyczeć i co najgorsze *temperatura wynosiła maksymalnie 17 st. C* + mieliśmy nad sobą jakiś dziwny otwór z którego cały czas wiało. Efekt jest taki, że ja umieram na ból gardła, a Adam pojechał po antybiotyk. Nie ma to jak dobre zakończenie wieczoru

I tak sądząc sobie herbatę malinową doszłam do wniosku, że napiszę wam o chyba najważniejszym odkryciu zeszłego roku, jaką jest farba do włosów Biokap.


*Jak na to cudo trafiłam?*
Moje włosy były zmęczone chemicznym farbowaniem u fryzjera, więc zaczęłam szukać czegoś, co mniej je obciąży. Zaczęłam od tematu farbowania Henną, ale w momencie kiedy przeczytałam o zielonych włosach w przypadku krycia Henny farbą chemiczną lub odwrotnie, podziękowałam na starcie. Potem na wizażu wyczytałam o farbach roślinnych trzech firm: Biokap, Sanotint i Hebatint.

Opinie o nich były dobre i lepsze, jedyną tragedią, którą wyczytałam, to że podobno te farby potrafią "zejść" z włosów pod wpływem chlorowanej wody w basenie - mój kolor trzyma się dobrze

Poszperałam i znalazłam jedynego (wtedy) dystrybutora farb Biokap w Trójmieście - Apteka pod Żółwiem w Gdyni. Kiedy rozmawiałam na miejscu z przemiłą Panią Farmaceutką, wytłumaczyła mi, że te farby są proponowane dla osób po chemioterapii, których włosy są delikatne oraz dla kobiet w ciąży.
Pomyślałam, że nie ma co zwlekać i kupiłam odcień, który najbardziej odpowiadał mojemu kolorowi włosów, czyli 6.O Tobacco Blonde.

Używałam jej już bodajże siedem razy i jest to *najlepsza farba jakiej kiedykolwiek używałam*. Nigdy nie używałam farb drogeryjnych, tylko profesjonalne farby fryzjerskie. Nigdy do nich nie wrócę!

Aplikacja prosta, kolor piękny, nie śmierdzi, nie szczypie. Kolory są naturalne, nic zielonego. CUDO!

Ja farbuje włosy mniej-więcej raz na 4 miesiące, bo kolor po kilku praniach odpowiada naturalnemu kolorowi moich włosów, więc uzupełniam kolor, gdy widzę już za dużo nowych siwych włosów (tak, mam kilka i mnie denerwują)!

*Co pisze producent?*
BIOKAP Nutricolor to roślinne farby do trwałej koloryzacji włosów o naturalnej formule z wysoką zawartością składników pochodzenia roślinnego, delikatne dla skóry głowy i łatwe w użyciu. Przeznaczone dla osób wrażliwych lub skłonnych do alergii. Mogą być stosowane przez wszystkie osoby, które chcą lepiej zadbać o swoje włosy. Gwarantują długo utrzymujący się kolor oraz pokrycie siwych włosów w 100% już przy pierwszej aplikacji.

Kto chce poczytać więcej, odsyłam do strony www.biokap.pl

*Warto spróbować! Moje włosy po farbowani wyglądają zdrowo!*


.
  • awatar MałeSzczęścia: super, już myślałam że jestem skazana na wieczne odrosty, bo ostatnie malowanie u fryzjera okazało się katastrofą dla moich cienkich włosów:) a tak jest nadzieja:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jeżeli którakolwiek z Was przeglądała kiedyś katalog sukien ślubnych można było z łatwością zauważyć jedną właściwość. Jeżeli suknia ma powszyszywane jakieś kryształki, perełki czy inne świecidełka robi się dwa razy droższa! Dosłownie widziałam na dwóch przeciwnych stronach katalogu praktycznie identyczną suknię, różniącą się tylko dekoracją z kryształków.

I teraz co tu by zrobić, żeby się nie spłukać do cna. Wyjścia są dwa:

1. DIY i dużo cierpliwości oraz niekończące się zasoby koralików, perełek i innych świecidełek
2. Wedding Sash

Co to jest *Wedding Sash*? Bardzo ozdobny pas wielorazowego użytku. W niektórych krajach przekazywany z pokolenia na pokolenie, tak jak w Hiszpanii przekazywane są koronkowe welony.
Jest to piękny i stanowczo mniej kosztowny dodatek, dodający tego *BLING! BLING!* Do sukni.


Oczywiście, te bardziej utalentowane z nas, mogą się pokusić o zrobienie takiej dekoracji samodzielnie. Z kawałka starek koronki i kleju w pistolecie, albo innych magicznych urządzeń o których nie mam pojęcia.


Jedno jest pewne, nim wydamy połowę budżetu ślubnego na suknię, zastanówmy się czy nie da się tego obejść w sposób bardziej humanitarny


Ciekawa jestem, czy jak takie coś kupię/zrobię to przekaże mojej córce jako dodatek do jej sukni ślubnej. W sumie, to jest bardzo piękna tradycja



Jakby ktoś się zastanawiał, gdzie takie cuda można dostać, odsyłam do etsy.com


.
  • awatar Tusiaczkowy Robak: :)
  • awatar kocieoko: zapamiętam to sobie :)
  • awatar MałeSzczęścia: Piękne, mi się marzy suknia koronkowa, wyszywana, ale fakt, cena w salonach jest zabójcza. Na szczęście w salonie krawieckim taka prosta wyszywana suknia kosztuje 2tys. czyli o wiele taniej niż w salonach ślubnych.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nigdy wcześniej nie sądziłam, że wprowadzenie sportu do życia będzie powodowało nabycie kilku nowych produktów. Już po pierwszej wizycie na siłowni zauważyłam czerwienienie się twarzy i oklapnięte włosy. Na szczęście ktoś mądry już dawno wymyślił na to rozwiązanie.

Na początku przedstawię Wam firmę, która już jakiś czas temu mnie zainteresowała. Jest od jakiegoś czasu w naszych polskich Rossmannach i jest to *Alterra*

Z sieci: "Kosmetyki Alterra naturkosmetik zachwycają ciekawymi kompozycjami zapachowymi, kolorowymi opakowaniami, a do tego przystępną ceną. Preparaty z tej serii otrzymały certyfikaty instytucji, które zaangażowały się w działania na rzecz ochrony przyrody i zwierząt, a także kontrolują procesy produkcyjne. Poszczególne kosmetyki Alterra posiadają prestiżowe certyfikaty takie, jak: Vegan czy BDIH. Dodatkowo część z nich otrzymała wyróżnienie, znak – ÖKO-TEST.

Znak Vegan przyznawany przez organizację Vegan Society, jest gwarancją, że kosmetyk zawiera wyłącznie roślinne składniki (nie używa się nawet wosku pszczelego). Certyfikat zaświadcza, że produkty, które go posiadają, spełniają wysokie standardy w zakresie ochrony środowiska: nie zawierają składników roślinnych pochodzących z genetycznie modyfikowanych upraw (GMO), składników pochodzenia zwierzęcego, ani nie są na nich testowane.

BDIH (niem. skrót oznaczający: Niemiecki Związek Przedsiębiorstw Przemysłowych i Handlowych) to niezależny instytut kontrolujący skład oraz proces produkcji: leków, żywności oraz produktów pielęgnacyjnych. Etykieta BDIH stanowi dla nas gwarancję, iż kupujemy kontrolowany, czysto biologiczny produkt kosmetyczny. Certyfikat otrzymują produkty: nietestowane na zwierzętach oraz złożone z naturalnych surowców z kontrolowanych upraw ekologicznych lub dzikich zbiorów.

Znak ÖKO-TEST oznacza, że produkt wypadł bardzo dobrze w testach porównawczych magazynu konsumenckiego Oko-Test. Magazyn ten istnieje od 20 lat, w tym czasie zdołał przetestować ponad 60 000 produktów z różnych dziedzin życia."

*Jak tu nie spróbować? *

Co nabyłam:

*1. Getönte Tagescreme Pfirsich (Krem na dzień do cery mieszanej i normalnej brzoskwiniowy)*

Wiadomo, nikt normalny do siłowni się nie maluje. Po co zapychać czymś pory, skoro organizm zaraz będzie przez nie wyrzucał duże ilości wody. Ja potrzebowałam czegoś co lekko zniweluje moje różowienie się twarzy w drodze do i po ćwiczeniach. Ten krem tonujący jest strzałem w 10!. Ujednolica kolor mojej twarzy i niweluje róż + jest naturalny i nie zapycha. Super!


*2. Isana Hair, Trocken Shampoo (Suchy szampon do włosów)*
Nie zawsze mam czas po ćwiczeniach umyć włosy. Co więcej często nie mam, a muszę jechać na spotkanie/zajęcia/wizytę. Potrzebowałam produktu do przywracania formy moim włosom.
Problem oklapniętych włosów to już przeszłość! Wystarczy nałożenie tego produktu i włosy wracają do normalnego wyglądu. Cudo!


*3. Pflegeöl Granatapfel & Avocado (Olejek pielęgnacyjny `Granat i awokado`)*

Na koniec zostawiłam coś do pielęgnacji skóry. Skoro staramy się o całe swoje ciało, to o skórze nie możemy zapomnieć. Istnieje jeden problem, musimy nakładać coś, co nie zetrze się przy zakładaniu ubrań i nie zostanie na nich w sposób widoczny. Olejek to świetne wyjście, aplikowany zaraz po prysznicu, pięknie nawilża skórę, świetnie pachnie i nie powoduje męczarni przy zakładaniu rajstop


Firma Alterra przekonuje mnie do siebie coraz mocniej, nie mogę się doczekać aby wypróbować kilku innych kosmetyków.


.
  • awatar Mi corazon: Alterra i na mnie wywarła mega pozytywne odczucia i coraz częściej po nią sięgam.... jeszcze te naturalne składniki i widoczne efekty działania..
  • awatar gokowiczka: te olejki sa niby dobre na wlosy przy olejowaniu :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po ostatnich ekscesach, obejmujących częste używanie zalotki i naklejanie sztucznych rzęs + stres sesyjny, zauważyłam mocniejsze wypadanie rzęs. Włosy z natury mam jasne, więc bez użycia tuszu tego nie widać, ale po użyciu to już nie jest to.

Zaczynam więc akcję ratującą ich życie i witalność. Jeżeli kiedyś mam przedłużyć je metodą 1:1, to przecież muszą się jakoś trzymać! Inaczej zostanę łysa

Tak więc kupiłam zachwalany na pingerze i wizażu krem do rzęst firmy L'biotica
Nie przyszło mi to łatwo, bo we wszystkich trzech aptekach na moim osiedlu nikt nie posiadał tego preparatu, a ja chciałam zacząć już!
Gdy podjechałam do kolejnej apteki znalazłam go w formie gratisu do tabletek L'biotica na wzmocnienie włosów i paznokci, które miały zadziwiająco mało biotyny (Pani techniczka na początku stwierdziła, że "biotyny to przecież one nie mają", musiałam wytłumaczyć, że to jest czynnik wzrostu i główny składnik terapii na łysienie i musi! tam być). No cóż kupiłam!

Cena: normalnie 14 zł/10 ml, w moim przypadku 24 zł za 10 ml + 30 tabletek o dość średnim składzie.

- Jest to formuła mająca formę, jaką w temperaturze pokojowej ma olej kokosowy lub masło shea.
- Łatwo się go aplikuje, dzięki cienkiej końcówce.
- Na powierzchni powieki topi się i dokładnie opływa każdą rzęsę
- Nadmiar stosuję na brwi.
- Nie szczypie w oczy, czasem jak spłynie na gałkę oczną daje taką mętną powłokę - takie nawilżanie gałki dobrze jej zrobi
- Bardzo fajny skład.

Recenzję tego produktu zrobię jak poużywam go co najmniej miesiąc, jak sugeruje producent. Mam nadzieję, że ten specyfik troszkę podreperuje moje zmęczone rzęsy.


.
 

 
Chyba znalazłam to, czego zawsze szukałam! Moja idealna, najlepsza, najpiękniejsza suknia, jaką widziałam EVER!

Oczywiście potrzebuje kilka zmian, ale poza tym jest *FANTASTYCZNA!*



Chyba już nie muszę szukać czegoś innego, mam nadzieję, że krój będzie pasował do mojej figury


Z racji tego, że ostatnio mam słabość do koronek, jak widać na powyższych zdjęciach, postanowiłam poszukać czegoś na zbliżający się Bal Lekarza, na który wybieramy się wraz z moimi przyszłymi teściami. Mam nadzieję, że mała czarna w innym wydaniu będzie na miejscu

Co sądzicie o poniższych sukienkach?

*1.Koronkowa mini*


*2. V-neck koronkowa do kolan*


*3. Mała czarna z ciekawym dekoldem*


.
  • awatar milka19: piękne sukienki :)
  • awatar MałeSzczęścia: Piękna suknia ślubna:) ja jeszcze nie mam tej idealnej, zawsze jest jakieś ale... jeszcze mam czas to znajdę:) a na ten bal to najbardziej 1 - skromnie a seksownie:)
  • awatar delicate.: Suknia piękna! Nie mój typ totalny, ale pięknie wygląda :) a na bal: 1:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Nosz kurka! Czemu ta nauka pochłania tak dużo czasu? Już mi się nie chce, a to dopiero półmetek...

Z poprzednich wydarzeń bardzo, ale to baaaardzo polecam polecam: SHERLOCKA HOLMESA!!!!
Robert Downey Jr. jest po protu genialnym aktorem i jeszcze umieszczony w tak wciągającej historii. *Definitywnie polecam!!!* To jest jeden z tych niewielu filmów, dla których warto zapłacić w kinie za bilet i nawet za popcorn.

Ostatnio szukałam troszkę makijażu ślubnego, który by mi się spodobał i chyba trafiłam w 10! Spójrzcie jaki on jest przepiękny. 100% szyku!
Teraz tylko muszę znaleźć jakąś cudotwórczynie, która mi to przytwierdzi do twarzy w taki sposób, że nie spłynie on z mojej mieszanej twarzy przez długie, dłuuugie godziny tańca

@MałeSzczęścia tak mnie ostatnio motywujesz swoją walką o piękną figurę, że postanowiłam, razem z Narzeczonym iść dzisiaj na siłownie *z rana*, gdzie rano, to my najbardziej lubimy się wylegiwać i jeść śniadanie w łóżku. Także dziękuję Ci kochana!

Trochę zdrowej motywacji!


Buziaki!
Marta.
  • awatar MałeSzczęścia: I tu mnie zaskoczyłaś, że ja potrafiłam kogoś zmotywować, bo sama szukam motywacji i wsparcia, bo głupio jakbym wycofała się jak tyle o tym pisałam. Makijaż śliczny:)Na szczęście ja już znalazłam kosmetyczkę, która dokonała cudu z moją twarzą i uczuleniem więc oddaje się w jej ręce również w kwestii makijażu:) a co do kosmetyczek z trójmiasta to niewiele mogę Ci pomóc, bo wizażystka, którą zamówiła moja bratowa(byłam świadkiem) używała przeciętnych kosmetyków- maskarę nie wodoodporną, a moja skóra i tak błyszczała się już o 22:/ ale za to fryzjerka była super, włosy wyglądały naturalnie, super utrwalone i żadnego tapiru:)i jeszcze jedno- nie kupuj na ten dzień kuponów zniżkowych typu gruper itp- bratowa musiała iść poprawiać paznokcie do innego salonu, bo pazurki nie wytrzymały 2h, a moje robione robione u kogoś innego trzymały 2tyg...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
biorę udział w rozdaniu u brygid19.pinger.pl/
 

 
W ubiegłym roku udało mi się uzbierać najbardziej odpowiadający moim upodobaniom komplet kosmetyków do makijażu. Używam każdy z nich co najmniej 4 miesiące i na szczęście nigdy mnie nie zawiodły.

Moja skóra jest typowo mieszana, koloru niedopieczonego biszkoptu, z kilkoma intensywnie widocznymi pękniętymi naczynkami. Co więcej, na tak jasnej skórze są one jeszcze wyraźniejsze. Nie mam problemu z trądzikiem, częściej zdarzają mi się kaszaki. Kto ma, to wie co to jest. Nie posiadam przebarwień ani piegów (w zimie).

Zaczynamy:

*1. Podkład Revlon Colorstay, Combinated/Oily Skin*

Podkład wspaniały, nie ciemnieje, nie schodzi plamami, trwały, szeroka gama kolorystyczna. Łatwo się rozprowadza, całkiem nieźle kryje.
Ma wadę - nie ma pompki, ale podobno pasują do niego te z serum do włosów Avonu. Mam zamiar to sprawdzić.


*2. Kobo Professional, Ideal Cover Fundation*


To cudo używam jako korektora wielofunkcyjnego. Bez modyfikacji - ma bardzo mocne krycie i dość tępą konsystencję, wspaniale nadającą się do krycia pajączków i zmian pigmentacyjnych.
Z modyfikacją - zmieszanie w proporcji 2:1 z kremem nawilżającym daje nam fantastyczny korektor pod oczy, który bardzo dobrze się rozprowadza i kryje wszelkie zasinienia.


*3. Vipera, Puder sypki odbijający światło*
Oh... kocham go, z jednej strony daje piękny mat na twarzy. Z drugiej strony, mikroskopijne drobinki pięknie igrają ze światłem, dając nam naturalny "glow", bez efektu kuli dyskotekowej. Piękne pudełko, piękny zapach!


*4. Kobo Professional, Baza pod cienie*
Mam oleiste powieki i cienie, nawet te topowych firm, po 2-3 godzinach zaczynają zbierać mi się w załamaniu powieki. Ta baza utrzymuje je w nienaruszonym stanie przez co najmniej 8 godzin. Łatwo się ją rozprowadza, lekko wyrównuje kolor powieki. Nie czuje potrzeby szukania dalej.


*5. Inglot Freedom System, Cienie do powiek*

Kocham je miłością wieczną. Mój duet na codzień to 397 Pearl na całą powiekę i 402 w załamanie.
Moim marzeniem jest, aby wprowadzili kolor *398* w formie wkładów. Za każdym razem kiedy przechodzę koło wyspy Inglota zastanawiam się czemu jeszcze tego nie zrobili. Ten kolor przecież jest cudowny!


*6. Catrice, Eyeliner w żelu*
To jest wiekopomne znalezisko. Długi czas męczyłam się z eyelinerem w żelu Inglota, który jest totalnym bublem i nie da się z nim pracować w normalny sposób. Catrice jest genialny, łatwy w użyciu i ma piękny odcień ciemnego wina z brązem. Idealny do mojej karnacji.


*7. Eveline, Tusz do rzęs Volumix Fiberblast*


Jakiś rok temu przeszła mi mania kupowania ekskluzywnych tuszy do rzęs. W wielu przypadkach podobny efekt możemy uzyskać drogeryjną maskarą (poza Dior Diorshow, ten nie ma sobie równych), a tusz i tak trzeba wyrzucić po 6 miesiącach, bo jest suchy jak wiór i kruszy się na policzki.
Po przetestowaniu kilkunastu topowych maskar doszłam do wniosku, że to nie ma sensu i lepiej wydać pieniądze na Meteoryty Guerlain, niż na kolejny tusz na pół roku.

Tak trafiłam na Eveline i te tusze są naprawdę bardzo dobre. Robią co mają robić - pogrubiają rzęsy i nie kleją ich, w efekcie mamy pięknie rozdzielone i podkreślone rzęsy.


*8. Benefit, Hoola Brązer*
Fantastyczny kosmetyk! Przepiękny matowy kolor kawy z mlekiem, bez dodatków pomarańczowo-marchewkowych. Najwspanialszy ever!


*9. Inglot Freedom System, Róż nr. 72*
Klasyczny kolor Baby Pink. Bardzo dobry produkt.


*10. Carmex*
Można go lubić, albo nienawidzić. Ja osobiście lubię



*Podsumowanie* Mimo, że główne role w moim codziennym makijażu są jak widać obsadzone, nadal mam zamiar testować inne produkty. Zawsze przecież może być lepiej.


.
  • awatar amnezja69: też uwielbiam carmex :D i bazę z KOBO, tylko bazę już mam prawie rok i nie działa jak na początku niestety :(
  • awatar Marta Ida: @Madeleine .: Nie wiem, czy też jesteś z Trójmiasta, bo ja go znalazłam w takim straganiku w galerii handlowej przy Tesco w Gdyni Chylonii. Jeżeli jesteś spoza Trójmiasta, to warto poszukać w małych sklepach kosmetycznych. W żadnej sieciówce tego tuszu nie widziałam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W czwartek mam egzamin, ale jak to przed egzaminami bywa, znalazłam tyle szalenie interesujących spraw do roboty, że nauka musi jeszcze trochę poczekać

Na dzisiejszy wieczór mój Narzeczony zaplanował film, który jest absolutnie obłędny. Zawsze lubiłam kryminały i thrillery, czy to w formie książek czy filmów, ale mało jest takich, które naprawdę zapadają w pamięć. Prestiż jest jednym z nich.

To wstrząsający film, o wspaniałym wątku i genialnych zwrotach akcji. Zagadka ukryta w fabule jest dosłownie nieziemsko nieprzewidywalna. Definitywnie warto go obejrzeć! Ekranizacja Sherlocks Holmesa przy nim wydaje się bajeczką dla dzieci.


.
 

 
Spośród wszystkich ślubnych dodatków najwięcej kiczowatych szkaradztw można znaleźć poszukując podwiązki. Ten dzień ma być wyjątkowy, a kobieta ma się czuć piękna i seksowna. Jak to jest możliwe, jeżeli wokół uda ma się owinięte kawałek drapiącego materiału, który przypomina mój dres z przedszkola na rytmikę?!

Zdaję sobie sprawę, że wydatków ślubnych jest masa, ale pobuszowanie w second handzie i znalezienie koronki ze starego kołnierza i kilku sztucznych perełek nie pochłonie całego budżetu.

Mężczyźni są większymi niż nam się wydaje estetami. Może nie są mistrzami z rozróżniania odcieni kolorów, ale gwarantuje wam, że mój własny Narzeczony nie potraktowałby tego cuda jako jakąkolwiek zachętę. Oni są chyba bardziej niż my uczuleni na rzeczy drapiące i sztywne.

Oczywiście, żadna z nas nie jest skazana na podszewkową podwiązki ze wstawkami z siatki wędkarskiej. Jeżeli dobrze się poszuka, to można znaleźć masę inspiracji do samodzielnej produkcji.


*Najpiękniejsza na koniec*
Da się znaleźć piękne podwiązki! Nie będę miała poszarpanego przez sztywny materiał uda i będę mogła założyć mini na poprawiny.


.
  • awatar patricya: ale cudne :)
  • awatar amnezja69: o kurcze ale cudeńka ! nigdy nie interesowałam się tym tematem, no ale nie wiedziałam, że takie cudeńka istnieją :D
  • awatar MałeSzczęścia: Z tymi podwiązkami zgadza się wszystko, pamiętam jak szukałam na studniówkę i jak się z nią namęczyłam,uff, jednak jest nadzieja na coś wygodniejszego. osobiście podoba mi się przedostatnia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Gotowa maska w moim wykonaniu. Efekt ciekawy, warto było pomęczyć się przed lustrem


*Wszystkiego najlepszego w nowym roku!*
  • awatar życie to jedna wielka inspiracja: majstersztyk! Bajecznie ją zrobiłaś, a i sam pomysł genialny. Czytałam kiedyś, że można uzyskać podobny efekt cieniując koronkowy materiały przyłożony do twarzy
  • awatar Marta Ida: @Tusiaczkowy Robak: Wydaje mi się, że maksymalnie 20 minut. Wbrew pozorom całą praca idzie dość szybko, bo nic w masce nie musi być idealne. Każdy patrzy na makijaż z daleka, więc nie zauważy nierówności i niedociągnięć :)
  • awatar Tusiaczkowy Robak: długo to robiłaś?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Rok 2011 zbliża się ku końcowi. To było bardzo dobre 12 miesięcy. Zauważyłam, że kiedy ma się te dwadzieścia-kilka lat, to czas płynie znacznie szybciej. Pamiętam, że kiedyś mówiła mi o tym Mama, ale dopiero teraz sama doświadczam tego przyspieszonego upływu czasu.

Koniec biadolenia, czas szykować się na imprezę. Ta, na którą w tym roku idziemy będzie nieduża, około 15 osób, sami znajomi, więc można troszkę poszaleć z outfitem lub makijażem. Na początek pojechałam do Drogerii Natury i nabyłam kilka "szalenie potrzebnych" rzeczy:

*1. Lakier Catrice z limitowanki Las Vegas, 01 Lovely Sinner*
Piękny odcień krwistej czerwieni ze złotym i czerwonym brokatem. Po nałożeniu kolor jest genialny, trójwymiarowy i nie jest kiczowaty.

*2. Trwały cień w kremie, Made to stay, kolor 040*
Jest to odcień delikatnego metalicznego brązu, pięknie się mieni i wygląda świetnie solo na powiece.

*3. Pędzelek Essence*
Hm... kupiłam, bo taki ładny był Mam nadzieję, że uda mi się stosować go do korektora jak Deluxe Crease Brush Samnthy Chapman. Zobaczymy


No a teraz pytanie po co mi to wszystko? *Planuje namalować sobie maskę karnawałową na twarzy!* Zainspirowała mnie do tego Alicja, z kanału Brunette's Heart na youtube.


Zapraszam do obejrzenia jej tutorialu. Dziewczyna jest genialna i bardzo utalentowana. Mam nadzieję, że mi wyjdzie coś, chociaż w połowie tak ślicznego jak jej arcydzieło.

Planuję iść w brązy i bordo, trzymajcie za mnie kciuki!

*Wszystkiego najlepszego w nowym roku!*
Marta.



.
 

slubwsierpniu
 
suck-my-dick
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Buszując w Internecie znalazłam bardzo ciekawą rzecz. Są to personalizowane wieszaki, które możemy podarować komuś z najróżniejszych okazji. Z racji tego, że mamy możliwość personalizacji, możemy zrobić wieszaki pasujące do sypialni, dla dziecka, dla koleżanki na urodziny. Granice stawia tylko nasza wyobraźnia.

Przeglądając wiele razy różne reportaże ślubne zagranicznych fotografów wiele razy widziałam piękne zdjęcia sukni ślubnej na wieszaku z napisem BRIDE. Oh… jak to mi się spodobało! Oczywiście jak to ja, zaraz zaczęłam szukać gdzie można takie cuda dostać i oczywiście z odpowiedzią przyszła mi pakamera.pl, portal na którym można wystawić na sprzedaż własnoręczne wyroby. Jest to oczywiście kopalnia skarbów

Znalazłam takie cuda:

Potem, weszłam na etsy.com, jest to taka pakamera artystyczna, ale w wersji amerykańskiej, no i to co tam znalazłam mnie zamurowało. Czemu w Polsce nigdzie nie mogłam znaleźć takich rzeczy? Toć to jest wspaniałe!

Teraz pytanie do Was, czy wiecie może gdzie można kupić takie cudo, albo może któraś z Was czuje się na siłach coś takiego wyprodukować? Od razu mówię, że jestem zainteresowana minimum 8 sztukami, a jeżeli cena produktu na to pozwoli to nawet więcej.
Także proszę Was, jeżeli znacie kogoś, albo same macie takie umiejętności , wyślijcie mi wiadomość, dogadamy się



Zapraszam do współpracy *Marta*
  • awatar DIY Fashion: Jeżeli bardzo Ci zależy moge sprobować, robiłam już imiona z drucika, wiec niebyloby zadnego problemu :) Napisz do mnie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zastanawiając się nad kosmetykami, z których jestem strasznie zadowolona oraz używam ich codziennie to na 100% będą to moje palety cieni.

Inglot jako firmę bardzo cenię oraz sądzę, że jakością, zwłaszcza cieni do powiek, nie odbiegają od innych marek produkujących kosmetyki profesjonalne do makijażu. Cienie są genialnie napigmentowane i świetnie się z nimi pracuje. Nie ma sensu inwestować w bardzo drogie kosmetyki MAC, dla samej otoczki jaką niesie ta firma. Poza niektórymi cieniami, typu duo chrome, MAC ma w postaci Inglota wielką i szybko zdobywającą rynek konkurencję.

Coraz więcej profesjonalnych wizażystów ze Stanów lub UK zachwyca się naszą rodzimą firmą kosmetyczną i używa ich kosmetyków - myślę, że to wystarczający argument, by przyjrzeć się ich produktom jeszcze raz.

Posiadam dwie paletki Inglota z cieniami Inglot i Kobo Professional. Jedna to klasyczna magnetyczna na okrągłe wkłady. Zawiera głównie cienie w naturalnych brązach i złotach.
Górny rząd: (puste), Cafe Latte Kobo, 397 Pearl, 467 DS, 111 AMC Shine,
Dolny rząd: 462 DS, 402 Pearl,423 Pearl, Pearly Bronze Kobo, 405 Pearl


Druga paleta została zakupiona, po to, abym mogła sobie skonstruować szybki zestaw na wyjazdy, dzięki czemu nie będę musiała brać ze sobą całej kolekcji. A że ja nie lobię pustych palet, zaraz ją zapełniłam różami i szarościami. Górny rząd: 444 Pearl, Pink Pearl Kobo, Róż Inglot nr 72, 395 Pearl,
Dolny rząd: 498 DS, Golden Rose Kobo, Róż Inglot nr 72, 407 Pearl,


Kocham te cienie miłością prawdziwą i już teraz wiem, że na tych paletkach się nie skończy. Marzy mi się teraz skompletowanie zestawu matowych neutrali i szarości, ale jak na razie mój portfel musi odpocząć po świątecznych wydatkach



.
  • awatar MałeSzczęścia: Inglot jest super, swoją paletkę cieni dostałam od przyjaciółki na urodziny i ją uwielbiam, to połączenie brązu i odcieni złota. Są wspaniałe, nasycone kolorami więc wystarczy odrobina by były widoczne, wydajne i przede wszystkim trwałe...
  • awatar brusia: Piekne te cienie, w tonacji która lubię. I
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ślub jest to bardzo specyficzna odmiana imprezy, jedna z takich, gdzie co chwila pojawiają się nowe rzeczy do załatwienia, przygotowania i tak naprawdę niegdy nie wiadomo kiedy jesteśmy w 100% gotowi. Coraz większy stopień zapracowania Polaków oraz organizacja wesel w czwartki i piątki spowodowała także, że zaproszenia trzeba rozsyłać dużo wcześniej, aby zaproszeni goście mogli zarezerwować sobie urlopy, przełożyć spotkania czy wyjazdy. No ale jak wysłać zaproszenie dużo wcześniej skoro jeszcze nic nie jest przygotowane?

W ten właśnie sposób powstał pomysł kartek Save the Date. Pozwalają one na wysłanie zawiadomienia o dacie ślubu dużo, dużo wcześniej, zazwyczaj wtedy, gdy już jest zarezerwowane miejsce wesela.

Wysyłając Save the Date nie musimy się martwić także o listę gości, ponieważ możemy potraktować je tak, jak wywodzące się ze staropolskiej tradycji zawiadomienia, które zazwyczaj były wysyłane przez rodziców Młodych.

Jak widać, tworzeni Save the Date’ów można połączyć z sesją narzeczeńską. Ciekawa jestem, czy taka forma zawiadomień znajdzie miejsce w wachlarzu polskich tradycji weselnych?


.
  • awatar Gość: Bardzo podoba mi się pierwsze i ostatnie zdjęcie. Dobry pomysł!
  • awatar MałeSzczęścia: Zastanawiałam się jak powiadomić bliskich znajomych i rodzinę, której nie zapraszamy na wesele o tym, kiedy i gdzie odbywa się ceremonia ślubna, a takie zawiadomienia w formie fotek są super:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nad projektem zaproszeń/prezentów dla moich Druhen pracowałam od dłuższego czasu. Chciałam, żeby było to coś jedynego w swoim rodzaju, składającego się zarówno z gotowych produktów, jak i robionych własnoręcznie. W końcu najważniejsze, żeby we wszystko włożyć trochę serca i własnej inwencji.

Po tygodniach szperania w Internecie w poszukiwaniu inspiracji obmyśliłam, że całe zaproszenie umieszczę w pudełku, w którym będzie znajdował się list i parę miłych rzeczy dla ciała, ducha i łasucha


*W pudełku znajduje się
- Massage Bar z przepisu, który podawała w którymś z poprzednich postów,
- Bath Bomb – musująca kostka do kąpieli, przepis także z LUSHa,
- Ferrero Rocher,
- Świeczka zapachowa,
- List z formalną prośbą o zostanie członkinią orszaku
- Naszyjnik w postaci srebrnego liścia, który będzie się dobrze komponował z zaplanowaną kolorystyką imprezy.


Wręczenie takiego prezentu bliskiej nam osobie wywołuje masę pozytywnych emocji. Dotychczas wręczyła 2 z 3 przygotowanych pudełek, reakcja za każdym razem była trochę inna i zawsze mnie zaskakiwała. Jeżeli któraś z Was zastanawia się nad wykorzystaniem takiej formy zaproszenia, to nie ma co się wahać. Każda chwila spędzona na przygotowaniach była warta efektu oraz widoku zachwycenia na twarzach moich Druhen.


.
  • awatar Tusiaczkowy Robak: chciałabym takie pudełeczko :) zazdroszczę twoim druhnom xd
  • awatar dualbelle: Super! :) Powodzenia :D Zapraszam http://dualbelle.pinger.pl/
  • awatar BigDay90: Hej! Zapraszam Cię na mojego bloga. Znajdziesz tam między innymi: *NOWY płaszczyk *bluzy,polarki *sweterki *spodnie:rurki,dzwony,ze ściągaczem na dole *dresy Jesteś zainteresowana kupnem jakiegoś ciuszka?Pisz w PM albo w komentarzu:) Możesz się targowac:) Pozdrawiam:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Już dawno temu skończyły się czasy, kiedy to przygotowanie przyjęcia ograniczało się do jedzenia i obrusu na stole. Teraz przyjęcie lub impreza to masa planowania: wybranie tematu przewodniego, dobranie muzyki, przygotowanie dekoracji. Dzisiaj właśnie o dekoracjach chciałam napisać.

Jak we wszystkich dziedzinach życia, także i w dekoratorstwie możemy zauważyć różne trendy. Ostatnio coraz bardziej zauważalny jest ten, wykorzystujący jako dekoracje przedmioty pochodzenia naturalnego.

Wraz z modą na życie w stylu eko oraz produkty organiczne dekoracje przestano robić z plastiku, poszukując nowych form i kształtów w regionie, w którym żyjemy.

Na zdjęciach jest pokazane ciekawe wykorzystanie muszli, jako świeczników do tak często używanych podgrzewaczy. Owoców, jako stojaków do winietek oraz piór pawich jako dodatku kolorystycznego.

Bardzo mi się podoba taka zabawa w zbieranie czegoś lub wymyślanie jak można wykorzystać inaczej przedmioty znajdujące się w naszym domu.


.
 

 
Zawsze byłam sceptycznie nastawiona do produktów firmy Avon. Za czasów mojej młodości, kiedy Avon podbijał wszystkie nastolatki swoimi kuszącymi cenami, nabyłam kilka kosmetyków, zarówno z linii pielęgnacyjnej, jak i kolorówki. Niestety cena szła ramię w ramię z jakością i niestety nie byłam z tych zakupów specjalnie zadowolona. Poza jednym, do tej pory uwielbiam zapach balsamu, który kiedyś był wypuszczany – wiśnia i gałka muszkatołowa. Trzeba Avonowi przyznać, jeżeli chodzi o interesujące zestawienia zapachów to potrafią wymyślić zaskakujące mieszanki.

Ostatnio zauważyłam na youtube, na kanale Pixiwoo, dwóch brytyjskich makeup artists, że ostatnio coraz częściej wprowadzają do swoich makijaży kosmetyki z firmy Avon. Doszłam do wniosku, że chyba czas się przełamać do tych produktów, przez tyle lat mogli przecież poprawić formułę i zmodyfikować skład kosmetyków. Na pierwszy rzut wybrałam dwa kosmetyki z serii planet spa, którą kojarzyłam sobie najmilej ze wszystkich, które Avon posiada, zapraszam do recenzji.


*Avon Planet Spa, Whipped Body Balm - Tropikalny balsam do ciała z masłem shea*
Kiedy wracałam w październiku promem ze Szwecji w sklepie, który znajdował się na pokładzie zauważyłam szafę pełną kosmetyków z firmy The Body Shop. Bardzo mi się spodobał zapach ich masła do ciała macadamia nut. Był to bardzo ciekawy produkt duo, złożony z masła do skóry suchej i normalnej. Nestety cena, jak to na The Body Shop przystało nie była najkorzystniejsza, a w szwedzkiej walucie po prostu zwalała z nóg. Gdy zobaczyłam w ofercie Avonu balsam określany tym samym zapachem, nie mogłam się powstrzymać przed zakupem. Zapach jest obłędny!

*Co o produkcie pisze producent?*

Ten bogaty w dobroczynne składniki kosmetyk przeznaczony jest do każdego rodzaju skóry, a zwłaszcza delikatnej i przesuszonej. Zawiera cenne masło shea znane ze swych doskonałych właściwości nawilżających, natłuszczających, kojących i ochronnych oraz masło kakaowe, które zmiękcza skórę i pomaga jej zachować odpowiedni poziom nawilżenia. Dzięki balsamowi skóra jest miękka, gładka, świetnie nawilżona i... pachnie bardzo smakowicie

*Cena i opakowanie*

Produkt zapakowany jest w słoiczek przypominający babcine konfitury, wykonany z plastiku. Posiada bardzo szczelna zamknięcie, dzięki czemu kosmetyk nie wysycha. Niestety nie jest to opakowanie kompatybilne z długimi paznokciami, gdyż balsam trzeba wyjmować ręką. Opakowanie 200 ml, cena: 37,90 zł.

*Skład*

water, butyrospermum parkii (shea butter), butylene glycol, vegetable oil, hydrogenated polydecene, glycerin
theobroma cacao (cocoa) seed butter, isocetyl stearate, behenyl alcohol, dimethicone, glyceryl stearate, peg-100 stearate, fragrance, acrylates/c10-30 alkyl acrylate crosspolymer, carbomer, triethanolamine, petrolatum
disodium edta, polytetrafluoroethylene, phenoxyethanol, methylparaben, benzophenone-4

*Moja opinia*

- Nieziemski zapach!
- Śmietankowa konsystencja – nazwa whipped balm nie jest bezpodstawna.
- Bardzo dobrze się rozprowadza.
- Wydajny.
- Pozostawia skórę nawilżoną, bez tłustej powłoki.
- Zapach utrzymuje się na skórze, ale nie jest przytłaczający.

*Podsumowanie: Po zastosowaniu tego produktu otrzymujemy dobrze nawilżoną i pięknie pachnącą skórę, czego chcieć więcej?*


***


*Avon, Planet Spa, Oczyszczająca maseczka do twarzy - Prowansalska lawenda i jaśmin*

Na drugi ogień poszła maska do twarzy. Jak wszystkie wiemy, dobra oczyszczająca maseczka to skarb, niestety poszukiwania takiego cuda są zazwyczaj długotrwałe i często kończą się fiaskiem, ale do rzeczy:

*Co o produkcie pisze producent?*

Urzekająca Prowansja pachnie lawendą i jaśminem... Ekstrakty tych kwiatów działają dobroczynnie na skórę a ich piękny zapach cudownie relaksuje. Wyciąg z lawendy odpręża napięte mięśnie, regeneruje skórę i łagodzi podrażnienia, a wyciąg jaśminu koi zmysły, redukując stres i wykazuje właściwości przeciwzapalne.
Perłowa maseczka do twarzy typu `peel - off` doskonale oczyszcza cerę i pomaga zachować jej równowagę.

*Moja opinia*

- Zapach specyficzny dla maseczki typu peel-off, ale zastosowana kompozycja olejków ładnie go przykrywa i otrzymujemy całkiem ładnie, jednakże dość delikatnie, pachnący kosmetyk.
- Kolor maski jest fantastyczny - jest ona przezroczysta, ale pięknie opalizuje na różowo-fioletowo. Jednym słowem nie czujemy się jak potwór z bagien.
- Dość dobrze oczyszcza i zmniejsza pory. Skóra po zastosowaniu jest miękka, nawilżona i sprężysta.
- Nie powoduje podrażnień mojej naczynkowej cery, mimo zawartości alkoholu w składzie.

*Podsumowanie: jest to całkiem dobra maseczka, której używa się z przyjemnością. Lawenda wspaniale uspokaja przed wielkim wyjściem, a skóra po zdjęciu maseczki jest promienna. Nie jest to ideał, ale jest to całkiem dobry produkt.*


.
 

 
Tradycja związana z posiadaniem czegoś niebieskiego w dniu ślubu wywodzi się z Wielkiej Brytanii, a jej historia sięga okresu wiktoriańskiego, kiedy to panny młode wychodziły za mąż ubrane na błękitno. Niebieski kolor oznaczał miłość, wierność i uczciwość. Stare przysłowie angielskie brzmi: "Marry in blue, lover be true".

Poniżej przedstawiam wam dziesięć sposobów na bardziej nowoczesne podejście do staroangielskiej tradycji:


*1. Biżuteria* jest zawsze dobrym sposobem, aby wprowadzić jakikolwiek kolor do naszego ubrania. Zwłaszcza, jeżeli jest to piękny pierścionek lub przewieszka z niebieskim kamieniem.
*2. Cieniowane paznokcie* Ombre jest ostatnio bardzo modne, czemu by nie dostosować go do naszych potrzeb? Wystrzałowy manicure to za dużo? Zawsze mamy jeszcze stópki
*3. Subtelny akcent* Uwielbiam malutkie kolorowe szczegóły ukryte w większej kompozycji. Ta urocza kokardka jest odpowiednią ilością „niebieskości” na ślub.
*4. Jak nie Ty to inni* Nie czujesz się dobrze w niebieskim? Czemu by nie zaplanować sukienek Druhen w tym kolorze?
*5. Łatwe rozwiązanie* Najprostszym sposobem jest dodanie niebieskich kwiatów do bukietu Panny Młodej. Wspaniały efekt oraz gwarancja, że nasz dodatek zostanie zauważony.
*6. Pod suknią* Czemu by nie zastosować błękitnej krynoliny, jako szkieletu sukni zamiast standardowej białej? Nic nie stoi na przeszkodzie!
*7. Buty* Oh, tak! Buty! Mogą być na platformie, błyszczące lub zamszowe, ale ważne, żeby były niebieskie!
*8. Suknia ślubna* Tego nie da się przeoczyć!
*9. Data* To jest urocze i tak pięknie wygląda na zdjęciach. Wystarczy wyhaftować lub nawet napisać markerem datę swojego ślubu na podszewce sukni
*10. Jeszcze raz buty* Zbierz swoje przyjaciółki i daj ujście ich wenie poetyckiej. Niech przeleją dobre rady na podeszwy Twoich butów. Wspaniała pamiątka.



.
 

 
Dzień Wigilii zawsze wywoływał u mnie wiele przemyśleń i tak przypomniałam sobie jak dwa lata temu, kiedy na drogach był śnieg i było bardzo zimno jechaliśmy odwiedzić schronisko Promyk w Gdańsku. Tam w klatce zobaczyłam małą, czarną, włochatą kulkę i wiedziałam, że ten stworek będzie nasz.

Hertz miał około 4 miesięcy i sporą ranę ba biodrze. Był przerażony i dwa dni nie wychodził spod kanapy. Teraz jest zdrowym, pięknym kocurem, który mimo swojego nietypowego charakteru rozpromienia nasz każdy dzień.

W ten czas mrozów pamiętajmy o zwierzętach i o ich potrzebach. Może właśnie podczas świąt, tak jak my, zdecydujecie się na przyjęcie do siebie małego stworzonka, które będzie Wam wdzięczne całe życie.

*Wesołych Świąt od naszej trójki dla Was wszystkich!*



.
  • awatar How dare you .?!: piękniusi kocurek.<3 Szanuję ludzi, którzy adoptują zwierzaczki. Jakbym mogła też bym się do tego przyczyniła;))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zapraszam Was do przeczytania recenzji jednego z moich prezentów świątecznych, który dostałam od jednej z moich Druhen. Jest to poręczne trio, w którym mamy zawarte wszystko, co potrzebujemy do wykonturowania twarzy
*Co o produkcie pisze producent?*

Produkt typu 3w1: Puder matujący D20 wyładza i matuje. Bronzer B01 nadaje odcień opalenizny i modeluje. Puder rozświetlający I20 rozświetla okolice nosa, łuku brwiowego, kości policzkowych i dekoltu. Całość ma przyjemny zapach. Zapakowany w estetyczne opakowanie z lusterkiem.

*Cena i opakowanie*

Opakowanie plastikowe, eleganckie, w formie poręcznej kasetki. Porządne zamknięcie, które uniemożliwia otwarcie się opakowania w torebce. Dość duże lusterko. Produkt ma ładny zapach.
Cena: 59zł / 22g

*Zawartość opakowania*

Brązer - naturalny odcień średniego brązu. Zawiera lekką perłę, bez prokatu, nic nachalnego. Bardzo ładnie się rozciera, łątwo można budować kolor. Nadaje się do jasnej karnacji.

Puder matujący - odcień nadający się do większości jasnych cer w tonacji naturalnej lub ciepłej. Po zastosowaniu otrzymujemy ładny i długotrwały mat na twarzy. Nie zapycha i nie podkreśla suchych skórek. Nie nadaje się do ciemniejszych karnacji.

Rozświetlacz - kolor który otrzymujemy w opakowaniu na początku troche przeraża, ponieważ jest to dość żywy koralowo-łososiowy odcień. Na skórze wygląda przepięknie. Otrzymujemy subtelną taflę, która pięknie łapie światło. Nadaje się do każdego odcienia skóry, łącznie z ciemną i oliwkową.

*Pierwsze doznania*

- Delikatny zapach, który po aplikacji jest niewyczuwalny.
- Naturalny odcień brązera, brak pomarańczowych podtonów.
- Solidne opakowanie i stosunke jakości do ceny.
- Duża gramatura produktu.
- Eleganckie opakowanie, idealne do torebki lub na wyjazd.

*Podsumowanie*

Jest to bardzo dobry zestaw zarówno dla początkujących, jak i bardziej zawansowanych użytkowników. Rewelacyjny jako zestaw startowy dla stawiających pierwsze kroki w konturowaniu twarzy.
*Jak najbardziej polecam to trio!*
 

 
Chyba każdej z nas marzy się po ślubie wyjazd gdzieś daleko, w jakieś magiczne miejsce, by zaszyć się ze swoim ukochanym na jakiś czas. Ja chciałabym aby tam było ciepło i była piękna plaża.
Piękne miejsce, wymarzony mężczyzna, ale w co mamy się ubrać. Czy lepiej wybrać klasyczne, letnie zestawienia czy przygotować sobie coś specjalnego i tematycznego, tak aby cały świat wiedział, że On jest Twój.

Czy tego typu stroje nie są już przegięciem? Jak w takiej euforii nie przesadzić z okazywaniem swojego szczęścia?



.
 

 
Dlaczego w Polsce nie ma LUSHa?! Dlaczego pytam? Przecież oni robią tak świetne kosmetyki. Mydełka glicerynowe można dostać w praktycznie każdej kwiaciarni, ale co z resztą bogactw natury zamkniętych w pachnących kosteczkach?

Jeżeli ktoś nie jest zaznajomiony z tą marką, to jest to firma robiąca kosmetyki organiczne, z naturalnych surowców w sposób własnoręczny, nie maszynowy. Produkują takie dobrodziejstwa jak: bubble bar (czyli kostka do produkowania pachnących bąbelków w kąpieli), bath bomb (musująca kostka z zawartością ekskluzywnych olejków do kąpieli), szampony i odżywki w kostce i moje ulubione massage bar (bardzo treściwy balsam do skóry suchej lub potrzebującej nawilżenia, o pięknym zapachu) i wiele , wiele innych.

Jednak jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Jako, że szperaczem jestem, znalazłam przepis aby wykonać odpowiednik LUSHowych Kostek balsamowych we własnym zaciszu domowym. Jest to łatwe, przyjemne i zostawia nas ze świadomością, że wiemy co aplikujemy na skórę. Możemy też użyć kompozycji zapachowej jakiej tylko chcemy i lubimy.


*Przepis*

- 1 część masła shea (lub innego masła, które topi się w temperaturze skóry człowieka, np. kokosowe, monoi itp.)
- 1 część oleju z awokado (lub innego płynnego oleju odpowiedniego do Twojej skóry)
- 1 część wosku pszczelego lub masła kakaowego (olej twardy)
- łyżeczka olejku eterycznego według uznania (ja ostatnio użyłam cynamonowego)
- łyżeczka skrobi kukurydzianej lub ziemniaczanej
- opcjonalnie można dodać kilka kapsułek witaminy E lub A, koenzymu Q10 lub innych cudowności rozpuszczalnych w tłuszczach lub barwnika spożywczego dla uzyskania innego koloru.

*1* Wszystkie składniki, poza olejkiem eterycznym, rozpuszczamy w podwójnej kąpieli (tzn. wkładamy mały garnek do dużego garnka z wodą i w ten sposób bezpiecznie topimy oleje).
*2* Jak cała mikstura zrobi się płynna dodajemy olejek eteryczny i skrobię.
*3* Przelewamy mieszaninę do foremek, najlepsze są silikonowe na babeczki lub kostki lodu
*4* Wkładamy do lodówki, by stwardniały.
*5* Pakujemy w celofan i dorzucamy do prezentów lub aplikujemy na własne ciałko


W zależności od użytych składników i potrzeb naszej skóry możemy aplikować na ciało a także na twarz, usta i dekolt.


*Warto spróbować. Tą formę kosmetyku lubią także mężczyźni, zwłaszcza gdy są masowani po pleckach z użyciem tej kostki!*
 

 
W Polsce temat orszaku weselnego nie jest jeszcze wpisany w kanon tradycji ślubnych. Za granicą nie ma udanego wesela bez niezbędnej pomocy grupki przyjaciół, którzy w zamian za nią są nagrodzeni miejscami honorowymi.
Jednakże formowanie orszaku to nie jest taka prosta sprawa. Łączy się z wielotygodniowymi przygotowaniami, nie tylko związanymi z wyborem która przyjaciółka powinna zostać światkiem, lecz z samą formą „zadania im tego pytania”. My, kobiety, chyba po prostu lubimy być pytane o zdanie i przy tym obdarowane czymś miłym oraz lubimy organizować podobne sytuacje dla innych

W USA, gdzie przemysł ślubny jest najbardziej rozwinięty, w każdym portalu ślubnym, cukierni, kwiaciarni istnieje dział poświęcony „oświadczaniu się” swoim druhenkom.
Przykładowe druhenkowe ciasto - miły prezent

Coraz bardziej modne jest przygotowywanie zapytań-zaproszeń własnoręcznie, gdyż tym bardziej okazujemy, że wkładamy w całą czynność dużo serca.
Mi osobiście, najbardziej się podoba idea związana z przygotowywaniem pudełka, tzn. układaniu w pudełku różnych pachnących, smacznych, przydatnych i pożytecznych rzeczy, które pomogą przyszłym druhenkom podjąć właściwą decyzję W końcu robota druhny to nie łatwa sprawa.
Podejrzewam, że sama zdecyduję się na konstruowanie pudełka. Mam już nawet pomysł co do niego powrzucam. Najtrudniejszy będzie do napisania list, bo 2/3 moich przyszłych druhenek jest za granicą i to będzie jedyna możliwość, żeby poprosić je równocześnie z sprezentowaniem przygotowanych pudełek.


Znalazłam w internecie jeszcze ciekawy odpowiednik celebracji dla drużbów. Myślę, że mojemu Nierzeczonemu się spodoba, zwłaszcza jeśli w butelce będzie whisky.
  • awatar MałeSzczęścia: Też mam problem z napisaniem listu czy kartki z prośbą o bycie druhną... Choćbym chciała iść na łatwiznę to nie ma nawet żadnych tekstów w necie:/ także nadszedł czas aby się pogłowić troszkę:)
  • awatar Tusiaczkowy Robak: ciekawa sprawa :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kosmetyki z serii Ziaja Med chciałam przetestować od kiedy dowiedziałam się o ich istnieniu. Jest to kolejna dobra, polska firma, która zmierza się z tematem produkcji dermokosmetyków.

Co do kosmetyków aptecznych, mamy do nich dużo większe wymagania. Pozycjom drogeryjnym "wybaczymy" brak działania, niedostateczne nawilżenie, zapychanie skóry - w końcu to tylko sklep z marketu. Gdy wkraczamy w apteczne półki chcemy dostać produkt wysokiej jakości, i nic dziwnego.

Na pierwszy ogień testowania poszła seria przeciwzmarszczkowa. Wychodzę z założenia, że lepiej zapobiegać niż potem rozpaczliwie walczyć z efektami. Skórze nic złego to nie zrobi, a może będzie dobrą inwestycją na przyszłość.

*Co o produkcie pisze producent?*

REDUKCJA PRZEBARWIEŃ
• Reguluje procesy melanogenezy.
• Rozjaśnia przebarwienia skóry.
• Wyrównuje nierównomierną pigmentację.

REDUKCJA ZMARSZCZEK
• Wzmacnia włókna kolagenu I, II, IV oraz elastyny.
• Redukuje głębokość zmarszczek.
• Poprawia gładkość oraz jędrność skóry.

KOMPENSACJA
• Uzupełnia niedobór naturalnych substancji odżywczych.
• Intensywnie nawilża oraz zapobiega nadmiernej utracie wody.
• Aktywnie regeneruje naskórek i skutecznie łagodzi podrażnienia.


*Cena i opakowanie*

Opakowanie 50 ml, tuba. Bardzo higieniczne, niestety by wykorzystać całość produktu trzeba przeciąć opakowanie. Cena około 13 zł, jeżeli uda nam się dostać w aptece zestwa promocyjny to płacimy 26 zł za dwa kremy + płyn micelarny.


*Skład*

Krem na noc - Substancje aktywne: WITAMINA C, PROWITAMINA B5 (D-PANTHENOL), OLIGOPEPTYDY (MIKRO-KOLAGEN), OLEJ CANOLA, EKSTRAKT Z MANDARYNKI JAPOŃSKIEJ

Krem na dzień - Substancje aktywne: WITAMINA E, WITAMINA A, PROWITAMINA B5 (D-PANTHENOL), PROTEINY LONG-LIFTING, OLIGOPEPTYDY (MIKRO-KOLAGEN), OLEJ CANOLA, FILTRY UVA/ UVB ORGANICZNE, EKSTRAKT Z MANDARYNKI JAPOŃSKIEJ


*Pierwsze doznania*

- Brak zapachu - wielki plus.
- Odpowiednia konsystencja - lekka i nawilżająca dla wersji na dzień, gęsta i bardziej treściwa dla wersji na noc.
- Przy aplikacji zużywam znacznie więcej kremu na noc by pokryć całą twarz (zaznaczam że lubię czuć krem na twarzy, a nie tylko pacnąć cienką jak bibułka warstwę).
- Krem na noc potrafi migrować do oczu i powodować łzawienie, także nie polecam kłaść go na powieki.
- Krem na dzień wspaniale nadaje się pod podkład, nie wałkuje się i nie obniża trwałości makijażu.


*Długotrwałe efekty*

- Efektów redukujących zmarszczki nie zauważyłam, bo po pierwsze nie do końca zmarszczki posiadam, poza tym jest to kuracja przeciwdziałająca, a nie redukująca, więc można to wybaczyć.
- Efektu przeciwdziałania nie jestem w stanie zaobserwować. Recenzje zedytuję, gdy wszystkie koleżanki zaczną się starzeć a ja będę piękna i młoda
- Efekt wybielania i uspokajania twarzy zauważyłam i jestem z niego zadowolona.
- Nie zapycha, skóra jest nawilżona.

*Podsumowanie*

Serię przeciwzmarszczkową warto kupić, nawet gdyby miałaby to być kuracja prewencyjna, a nie aktywnie działająca. Obydwa produkty lubię i kupię ponownie. Skład jest bardzo ciekawy i posiada wszystko co cera "dojrzewająca" potrzebuje.

*Produkt warty wypróbowania i wprowadzenia do rutyny pielęgnacyjnej*


.
 

 
Postanowiłam zrealizować jeden ze świątecznych tagów. Zapraszam wszystkich do zabawy!

Pytania:
*1. Jaki jest twój ulubiony świąteczny film?*
Moim ulubionym świątecznym filmem jest bezsprzecznie Love Actually, po polsku To właśnie miłość.
Jest to jedna z niewielu komedii romantycznych, które lubi mój Mężczyzna. Co więcej ten film nawet uwielbia. Jeżeli planujecie film w wieczór wigilijny i boicie się, że mężczyźni będą marudzić to proponuję właśnie wyżej wymieniony.


*2. Jaki jest twój ulubiony świąteczny kolor?*
Moim ulubionym świątecznym kolorem jest biały i wszelkie odcienie szarości, od srebra po antracyt.


*3. Czy na święta lubisz zostać cały dzień w piżamie, czy stroisz się specjalnie na tą okazję?*
Definitywnie stroję się. Podczas świątecznych porannych przygotowań zazwyczaj jestem w dresie, bo łatwo się pobrudzić, jednak gdy przychodzi czas kolacji wigilijnej zawsze muszę wyglądać odpowiednio.


*4. Jeśli mogłabyś kupić tylko jeden prezent na święta, to co by to było i dla kogo?*
Byłby to prezent dla mojego Narzeczonego, zazwyczaj jakiś nowy gadżet jaki sobie wymarzy. Ne byłaby to dla mnie jakaś wielka tragedia, bo resztę prezentów dałabym radę zrobić własnoręcznie. #DIY daje bardzo dużo możliwości


*5. Czy otwierasz prezenty w Wieczór Wigilijny, czy poranek?*
Wieczór wigilijny.


*6. Czy kiedykolwiek budowałaś domek z pierników?*
Raczej nie. Takimi rzeczami zajmuje się moja Mama. Ja zajmuje się pieczeniem pierniczków do jedzenia i na choinkę.

*7. Co lubisz robić w przerwie świątecznej?*
Hm... Z racji tego, że jestem pracusiem, to zazwyczaj spisuje sobie wszystkie pomysły jakie musimy wprowadzić w firmie lub poszukuje ciekawych ofert. Nie potrafię siedzieć zbyt długo bezczynnie, dlatego zazwyczaj znajdę sobie coś do pracy. Jest oczywiście jeden wyjątek od tej reguły - obecność dobrej książki, która nie pozwoli mi zmrużyć oczu, póki jej nie skończę.


*8. Czy masz jakieś świąteczne życzenia?*
Tak, dużo szczęścia dla mojego Brata na maturze


*9. Ulubiony świąteczny zapach?*
Jabłko i cynamon lub wanilia i cynamon.

*10. Ulubiona świąteczna potrawa?*
Makowiec i pierożki



.
 

 
Sezon sportów zimowych zbliża się wielkimi krokami. Z przeszłości wiem, że wejście na stok bez wcześniejszego przygotowania mięśni kończy się trzema żałosnymi zjazdami i wyrzutami sumienia. W końcu nie po to odkładało się na niesamowity wyjazd, by po trzech zjazdach osiąść na krześle w Skibarze i oglądać ludzi przez okno.

Oooo nie, nie tym razem! Z racji tego, że wyjazd zaplanowaliśmy na luty, to 2 miesiące ćwiczeń mogą oznaczać całkiem ciekawy i aktywny wyjazd

No ale co to by było za wyjście na #siłownię bez odpowiedniego stroju? Jak człowiek czuje się jak pączuszek to jedyną podnoszącą samoocenę jest fajny ciuszek. Na szczęście mamy wyprzedaże!
W H&M dobrej jakości koszulki #treningowe są w cenie 40 zł, a to dopiero początek przecen.


Tak przygotowana mogę dygać na bieżni nawet przy najszczuplejszych i najbardziej wyrzeźbionych sportsmenkach. Co więcej, za te dwa miesiące mam zamiar dorównywać im kroku!
 

 
Jeżeli robić gdzieś #biznes to tylko w #USA. Tylko tam można sprzedać coś, za co w żadnym innym kraju nie dostałoby się złotówki. Mówię o wedding color palettes. Portale tego typu rosną jak na drożdzach. Oferują, za wygórowane stawki, stworzenie palety kolorystycznej danej imprezy, zazwyczaj #ślubu. Wykonanie zadania polega na wyszukaniu w internecie zdjęć pasujących do kolorów podanych przez Pannę Młodą i stworzenie kolażu, który ma inspirować do wymyślenia oprawy swojej imprezy. Nie wiem kto decyduje się na zapłatę za tego typu usługę chyba, że jest daltonistą lub chce się koniecznie pochwalić, że jego paletę kolorystyczną układała #Martha #Stewart. Poniżej wstawiam kilka przykładów:
Ja osobiście lubie przeglądać tego typu kolaże, nawet mam kilka ulubionych, ale zamówienie takiego czegoś odebrałoby mi całą przyjemność jaką czerpię z przeglądania jakichkolwiek ślubnych portali. Cc nie zmienia faktu, że warto pomyśleć nad otworzeniem swojego portalu z paletami kolorystycznymi i dzięki temu połączyć przyjemne z pożytecznym
  • awatar Marta Ida: Co do kleju: najczęściej proponują klej do tapet, bo on ładnie twardnieje, schnie na matowo i nie zmienia barwy tkaniny. Pamiętam, że w podstawówce robiłam tak maski na technice. Były twarde jak kamień :) Ja też z chęcią poobserwuję :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
2. Koronkowa suknia niewiadomego pochodzenia w stylu hiszpańskim
Za tego typu zdjęcie reportażowe dałabym sobie palce odciąć. Tak naprawdę każda suknia w takim ujęciu wyglądałaby bezbłędnie. Niemniej jednak odkryte plecy, jasna skóra, delikatność koronki i te cudowne guziczki tworzą niesamowitą mieszankę. I want one!
Hm... ciekawe jak wygląda przód tego cuda...



Dla urozmaicenia sobie tej szaro-burej niedzieli poszliśmy na typowy amerykański film familijny o tym, że ona kocha go, on ją i ich życie nie jest idealne, aż pewnego dnia...
Jednym słowem przedstawiam film Jak ona to robi, w oryginale "Don't Know How She Does It", z Sarah Jessica Parker, który jest ekranizacją książki o tym samym tytule.
Kino łatwe, miłe i przyjemne z dość sporą dawką humoru. Człowiek po seansie wychodzi uśmiechnięty od ucha do ucha i dochodzi do wniosku, że jego życie jest wspaniałe.

Książki nie czytałam, ale film zachęca do lektury.

Miłego wieczoru,
Marta
 

 
O idealna suknio #ślubna, jak cię znaleźć?

Ile to razy przegrzebując nieskończoność internetu trafiłyśmy na zdjęcia Panien Młodych, które wyglądały jak lalka #Barbie zatopiona w torcie? Jak to się dzieje, że #Kobiety, które na co dzień są stylowe, w tym najważniejszym dniu potrafią zamienić się w karykaturę samej siebie. Czy to podwyższony przez kilka tygodni poziom adrenaliny wpływa upośledzająco na jakość widzenia?

Ja mam swoje dwa typy, co do stylu kreacji. Oczywiście obydwa są skrajnie różne i w zależności od humoru i nastroju wygrywa jeden albo drugi.

1. Odpowiedź #Diora na potrzebę posiadania "sth blue" na weselu
Jest to piękne połączenie klasycznego stylu z pięknymi i lekkimi ornamentami. Jest tylko jedno "ale". Czy tak duży wzór na Pannie Młodej nie będzie definiował kolorystyki całego wesela? Przecież nie można mieć niebieskiego dołu sukni i brązowych lub złotych butów i różowych kwiatków.
Suma sumarum: wszystko pięknie i ładnie, ale jak dopasować do tej kreacji resztę wesela i przede wszystkim Pana Młodego?

Miłego dnia,
Marta.
 

 
Jesienna pogoda za oknem zawsze motywowała mnie do pisania. Kiedy jest tak chłodno i wietrznie większość ludzi woli się zaszyć w domu i najlepiej "nic nie robić". Ja doszłam do wniosku, że to będzie idealna pora, aby zacząć archiwizować moją drogę do ołtarza.

Tytuł bloga „ślub w sierpniu” nie jest oczywiście bezpodstawny, ponieważ magiczna data mojego najwspanialszego dnia, to właśnie 31 sierpnia.

Jak każda „bride to be” borykam się z podstawowymi problemami dnia codziennego, do tego dochodzą ponadpodstawowe problemy dnia ślubnego. Na szczęście z mojej grupy znajomych nie jestem pierwszą przyszłą Panną Młodą, dzięki uczestnictwu w poprzednich zaślubinach wypatrzyłam rzeczy, których powinno się unikać podczas wesela i mam nadzieję, że te obserwacje się komuś przydadzą.

Jednym słowem: wychodzę za mąż! I mam zamiar tu wszystko opisać
  • awatar stones & roses: też tutaj spisywałam swoje przygotowania, wybory i przedślubne decyzje. Wspaniale móc do nich wrócić po czasie :) i móc się inspirować i radzić innych pingerowych brides-to-be czy też świeżo upieczonych żon. Trzymam kciuki za wspaniałą uroczystość.
  • awatar petrova: Gratulacje i powodzenia! :)
  • awatar Marta Ida: Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›